ogłoszenia o pracę - Metropraca.pl

Trzy oblicza sprzedawcy

Grzegorz Lisicki, gw
2009-06-16, ostatnia aktualizacja 2009-06-16 14:20

Sfrustrowany malkontent, skuteczny socjotechnik i wykwalifikowany specjalista w jednym zawodzie sprzedawcy. - Sprzedać można wszystko i ja to robię - bez ogródek mówi "socjotechnik". - To zawód przyszłości

ZOBACZ TAKŻE
>> Nie tylko nastolatki cierpią na trądzik

To zawód, który już dawno wyszedł poza stereotyp znajomej pani z osiedlowego warzywniaka. Dziś sprzedawcy są wszędzie. To także najczęściej pierwsza praca, którą podejmują młodzi ludzie w dziesiątkach call center, firmach telekomunikacyjnych itp. Czy to dobry wybór?

Same negatywy

Andrzej pracuje w wydawnictwie prasowym. Specjalność firmy - gazeta bezpłatnych ogłoszeń. Specjalność Andrzeja - specjalista ds. reklamy. Jego zadanie to znaleźć i odwiedzić firmę, a także namówić ją na kupno reklamy. - Szukam ich w internecie na branżowych portalach i stronach. Później biorę telefon i do każdej dzwonię - opowiada. Później Andrzej jedzie do klienta przedstawić ofertę. Jeśli uda się go przekonać, wystawia zlecenie na umieszczenie reklamy. Codziennie wykonuje około 30 telefonów.

Andrzej nie może doszukać się żadnych pozytywnych stron swojego zajęcia. Po pierwsze: niskie zarobki. Co miesiąc razem z prowizją może liczyć na 1700 zł wypłaty. Po drugie: według Andrzeja te reklamy to naciąganie klienta, bo firmy, które działają lokalnie nie muszą się reklamować. Po trzecie: to praca dla każdego, kto do firmy przyjdzie z ulicy. - Nie trzeba być inteligentnym ani elokwentnym. Liczy się urok i aparycja, żeby oczarować właścicielkę zakładu poprawek krawieckich - mówi z przekąsem Andrzej. Do plusów zalicza jedynie miłą atmosferę i elastyczny czas pracy. Czy to zawód z przyszłością? - Tak, ale na pewno nie w tej firmie - podsumowuje.

Wyszukane techniki

Tomasz pracuje w jednej z największych firm telefonii komórkowej. Specjalizuje się w sprzedaży na telefon. - Przedłużam klientom dwuletnie umowy - wyjaśnia. Jego zadaniem jest nie dopuścić by przeszli do innej sieci. - Muszę przemawiać językiem korzyści. Uświadomić klientowi, co straci, jeśli nas nie wybierze. Zadaję pytanie w taki sposób, by odpowiedział "tak". Po trzech "takach" staram się finalizować rozmowę.Jeśli nie chce się zgodzić, mam dla niego dodatkowe korzyści. To może być pakiet 500 darmowych minut miesięcznie. Jak nie pomaga, daję drugie 500. Wtedy mało kto już rezygnuje - śmieje się Tomasz.

Tomasz w swoim zawodzie pracuje już 2,5 roku. Ma za sobą kilka kursów opłaconych przez firmę: techniki finalizacji, sprzedaży, jak dobrze prowadzić rozmowę. Oprócz tego na własną rękę opracował sztuczki i dopasowuje się do stylu klienta. - Wiem, z kim można pożartować, a z kim lepiej konkretnie. Które panie mogę pokokietować. Potrafię to wyczuć - twierdzi. Taka praca sprawia mu satysfakcję. - W trakcie rozmowy zawsze pamiętam, że każdy klient to pieniądze dla mnie. Jeśli wykonam limit sprzedaży, to będę miał więcej kasy. Dlatego sam sobie wyznaczam cele, nawet bardziej wyśrubowane niż te firmowe.

Czy sprzedawca to praca z przyszłością? - Tak, dziś sprzedaje się wszystko. Sztuką jest jedynie umiejętne podejście klienta.

Nie ma miejsca na wciskanie kitu

Filharmonia Narodowa przy ul. Jasnej w Warszawie. W jej budynku od niedawna mieści się przedstawicielstwo firmy Steinway & Sons. Nawet laicy wiedzą, że to producenci fortepianów, na których grają najwięksi wirtuozi klawiatury. Ceny zapierają dech w piersiach: dwumetrowy fortepian to 315 tys zł. W środku sprzedawcy: pan Bogdan i pan Rafał. Swoją pracę określają jako doradztwo, a nie sprzedaż. - Tu nie ma miejsca na wciskanie klientom byle czego. Steinway to Rolls Royce wśród fortepianów - wyjaśnia pan Bogdan, który od 15 lat doradza w zakupie fortepianów.

Kupowanie fortepianu to proces, w którym sprzedawca odgrywa ważną rolę. Często klient najpierw gra sam, a potem prosi, by mu zagrać. Sam chodzi wtedy po salonie i przysłuchuje się brzmieniu instrumentu z różnych miejsc. Dlatego sprzedawcy muszą mieć odpowiednie kwalifikacje. Ci ze sklepu Steinwaya mają muzyczne wykształcenie - pan Bogdan jest muzykiem, pan Rafał ukończył Akademię Muzyczną i studia doktoranckie w Niemczech. Czy nie szkoda mu lat nauki na pracę w sklepie? - Tutaj mogę pracować z najlepszymi fortepianami na świecie. To się liczy - mówi.

Obaj podkreślają, że w ich pracy nie ma miejsca na "wciskanie kitu". - Fortepian to nie komórka. Tu obowiązuje wysoka kultura sprzedaży, szacunek dla klienta i dla instrumentu - mówią zgodnie.

Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl


Źródło: Dziennik Metro
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Zaloguj się »

Użytkownik:

Hasło: